uwaga

BLOG zawiera przekleństwa,wulgaryzmy,szczere opisy bardzo intymnych sytuacji. JEŚLI nie tolerujesz tego to proszę-nie komentuj,tylko wciśnij czerwony krzyżyk w prawym górnym rogu ekranu! Z góry dziękuję!

wtorek, 3 stycznia 2012

Rozdział 3

Hmm. Moja dzika wena nieco wyparowała.. dam wam do "podziwiania" mój rysunek,na który jej część wykorzystałam.
To jest skrzywdzony Izzy Stradlin bez dłoni,którą może kiedyś dorysuję. No uwielbiam jego oczy. <3

+++

Otworzyłam oczy. Otworzyłam umysł,do którego jednak nie mogła dojść wiadomość o śmierci Matta. Niemiłosiernie piekło mnie w gardle. Głowa strasznie bolała. Na wspomnienie ostatnich wydarzeń wybuchnęłam głośnym,histerycznym płaczem. Po chwili przestałam. Tak jakbym się wypaliła,jakby mój płacz był sztuczny. Zorientowałam się,że coś nie tak. Powinnam być w szpitalu. Zamiast białych ścian ujrzałam ciemne wnętrze i odrapane,tandetne meble. Gdzie ja jestem? Dostałam ataku paniki. Zerwałam się z łóżka nie zbaczając na ból rozsadzający mi czaszkę. Przestraszona obróciłam się wokół własnej osi i zderzyłam się z kimś. Zaczęłam krzyczeć i schowałam twarz w dłonie.
-Cicho mała-usłyszałam znajomy,kojący głos-cichutko.Jesteś bezpieczna.
Dalej płakałam. Izzy przytulał mnie z całych sił. Miał do tego talent. Tak jakby zawsze zakładał,że kiedy mnie puści świat się zawali. Nie będzie już jego,mnie...nas. Uspokoiłam się. Umarł tyran,sadysta,który prawie mnie zabił. Moja histeria zrodziła się z szoku. Nie miała innych podstaw. Powinnam się cieszyć. To nienormalne jednak cieszyć się ze śmierci człowieka. Poczułam ciepły,przyjemny dotyk na moich włosach. Podniosłam głowę i spojrzałam mu w oczy.
-Co.. co ja tu robię?
-Dzwoniłem do ciebie. Odebrała recepcjonistka ze szpitala. Pozwolili mi cię zabrać do domu.
-Jakiego domu? To nie mój dom!
Jeszcze raz rozglądnęłam się po pomieszczeniu. Było brudne i duszne. Po podłodze walały się filtry od papierosów i kawałki tłuczonego szkła. Wzdrygnęłam się. Wróciły wspomnienia z ostatnich dni,tygodni i miesięcy. W mojej głowie pojawił się upity Matt,który bierze zamach i próbuje trafić butelką w moją głowę. Izzy wyczuł moje napięcie. Ponownie mocno mnie przytulił i zaczął gładzić po włosach.
-Mała,co teraz zrobisz?
-Nie wiem.
Kolejne mądre słowa padły z moich ust. Matt nie zostawił testamentu. Nie przewidział,że umrze. To mieszkanie nie należało do mnie. Do matki nie wróciłabym,wolałam mieszkać pod mostem niż wysłuchiwać jej żałosnych słów typu "a nie mówiłam". Mimo narastających wątpliwości odparłam:
-Pójdę pod most. Nie mam gdzie mieszkać,a na łaskawy chleb do nikogo nie pójdę. Mam swoją dumę.
-Nie-Izzy zdenerwował się-nie mów tak. Będziesz mieszkać z nami i ani słowa więcej!
-Izzy nie mogę-wyszeptałam.
Nie.To nie to,że nie mogłam. Ja się cholernie tego bałam. Oni pili,ćpali. To wszystko przypominało mi Matta i piekło,które przez niego przeszłam. To szkło na ziemi... Trzęsłam się na jego widok. Wszystkie wspomnienia wracały. Poczułam zimno. Tak jakby Matthew stał koło mnie i szeptał do ucha "nie wywiniesz się z mojego piekła,suko". Prawie słyszałam jego szyderczy śmiech. Prawie widziałam jego drwiące,oszalałe oczy. Mój oddech przyspieszył.
-Charlotte.. Wiem,że to wszystko jest dla ciebie trudne,ale...
Nie dokończył. Do pokoju,w którym staliśmy wparował Steven. Zaczął podskakiwać w naszym kierunku wesoło się uśmiechając. Był jak mały,słodki chłopiec,który chce pochwalić się nową zabawką. Był tak beztroski jakby zapomniał,że jego autobus już dawno odjechał ze stacji "dzieciństwo". Odepchnął ode mnie rozbawionego Izzy'ego i trzymając mnie za ramiona ucałował w oba policzki. Wywołam na mej twarzy  szeroki uśmiech.
-Witaj w domu Charlee!-pomachał mi przed nosem-Nie martw się.Zaopiekujemy się tobą.
Był tak przekonujący. Mój strach powoli zaczął ustępować miejsca radości. Ten słodki blondynek miał jakąś pozaziemską moc wywoływania pozytywnych emocji. Steven pognał do prowizorycznej kuchni i szybko przygotował sobie kanapkę.
-No-mówił z pełną buzią-zostawiam was samych,ale Charlotte musisz jechać po rzeczy.
Blondyn obdarował mnie kolejnym uśmiechem. Gdy wybiegał z pokoju jego włosy wesoło podskakiwały. Przypominały mi podskakujący w gorącym garnku popcorn. Wypowiedziałam na głos moją uwagę.
-No to jak moja mała Charlee?-Izzy również się do mnie uśmiechał,a moją uwagę o prażonej kukurydzy puścił mimo uszu.
Wyszliśmy przed dom. Zauważyłam,że po ogrodzie (jeśli można to było tak nazwać) przemieszczają się 2 cienie. Po chwili były już przy nas. To był Duff w towarzystwie nie znanej mi dziewczyny o gęstych,ognisto-rudych włosach i szatańskim uśmieszku. Mimo wszystko wyglądała sympatycznie.
-Cześć-przywitał się Duff-Charlotte?Dobrze pamiętam?
Skinęłam głową.
-Fajnie,że będziesz z nami mieszkała. Nie pożałujesz...chyba.-powiedział po czym wskazał na swoją towarzyszkę-To jest Camille.
Dziewczyna,uśmiechając się podała mi rękę. Wydała się sympatyczna. Duff objął ją w pasie,pożegnał się z nami i odszedł. Patrzyłam w ich stronę. On lekko pocałował ją koło oka i zaczął coś szeptać do ucha. Pięknie razem wyglądali. Poczułam ukłucie zazdrości.
-Kolejna naiwna-syknął Izzy.
-Co masz na myśli?
-Że to kolejna laska,która posłuży jako zabawka na jedną noc.
Zacisnęłam usta. To były okrutne słowa. W głębi serca miałam nadzieję,że ich związek się uda mimo iż ich tak na prawdę nie znałam. To w jaki sposób Duff patrzył na Camille tylko utwierdzało mnie w tym przekonaniu.Chciałam jakoś odwrócić swoją uwagę od tych rozmyślań. Co z wprowadzenie się do domu młodych rockmanów? Postanowiłam spróbować. Może nie będzie tak źle? Może szkło na ziemi to tylko efekt nieuwagi? Ostatecznie nie miałam się gdzie podziać. Nie było mi na rękę siedzenie na głowach i tak już wystarczająco zajętych ludzi,ale ich pozytywne myślenie przekonywało mnie coraz bardziej. Objęłam mojego piwnookiego towarzysza w pasie. Będąc na dworze postanowiłam ogarnąć wzrokiem mój przyszły dom. Ot prosty budynek bez zbędnych udziwnień. Ściany miał w białym kolorze. Ganek miał zadaszenie podparte dwoma słupkami. Zdecydowanie na zewnątrz ten dom wyglądał bardziej urokliwie niż w środku.

-To właśnie Hell House-wyszeptał Izzy.
Objęci ruszyliśmy ulicą w stronę postoju taksówek. Miałam wrażenie,że zaczynam nowe życie.

**
Wybaczcie,że krótko.

4 komentarze:

  1. Trochę się porobiło od pierwszego rozdziału... Nie spodziewałam się nawet, że "zabijesz" Matta. To takie dość niespodziewane było. I wcale się nie dziwię, że Charlotte boi się zamieszkać z Gunsami. Nawet chyba sama bym się bała mieszkać w tamtym okresie z takimi ludźmi. Tym bardziej,że raczej stronię od jakichkolwiek używek :D.

    Wiesz, to zaszczyt, że ktoś korzysta z moich rad hah :D. Zawsze mogłam wygłosić tylko monolog, a i tak mnie nie słuchał, a tu prosze :D. Z mojej strony to była tylko taka malutka dygresja :).
    *slodki-sen-rock-n-rolla

    OdpowiedzUsuń