Straciłam cały entuzjazm,gdy po raz drugi wkroczyłam za próg Hell House. Rzuciła mi się w oczy podłoga,na której,według mnie, było więcej szkła niż przed 3 godzinami.Napięcie wręcz wisiało gęstą chmurą w powietrzu. Izzy mocniej ścisnął moją rękę i kazał odstawić torby z rzeczami. Pociągnął mnie za sobą do pokoju obok. Zastaliśmy tam Axla. Udawał rozluźnioniego,ale widać było jak bardzo był zdenerwowany.
-Co...-zaczął Izzy.
Rudy obrzucił go karcącym i wściekłym spojrzeniem po czym popatrzył na mnie. Jego oczy zmroziły każdą część mojego ciała zatrzymując się na twarzy. Wystraszona i spięta czekałam na rozwój wydarzeń. Po chwili Axl wymusił z siebie uśmiech.
-Witaj Charlotte-powiedział zaskakująco przyjaznym tonem-cieszę się,że zamieszkasz z nami. Jednak chciałbym cię prosić abyś na chwilę opuściła ten pokój.
Zdezorientowana wykonałam jego polecenie. Drzwi zatrzasnęły się za mną z ogromną siłą. Podeszłam pod nie. Wiedziałam,że nie powinnam,ale moja ciekawość wzięła górę nad czynami. Głosy były stłumione jednak wyraźnie było słychać każde słowo.
-Izzy to nie jest dobry pomysł żeby ona tu mieszkała.
Przez mój umysł przetaczały się 2 słowa "fałszywa gnida".
-Rudy ja wiem,ale co miałem zrobić?
-Człowieku ty jej prawie kurwa nie znasz! Darujcie sobie do chuja pana sprowadzania tu każdej zabiedzonej i pokrzywdzonej przez jebany los laski!
-Axl po ludzku wytłumacz mi,o co ci kurwa chodzi? Przecież nie miałeś nic przeciwko! Wielmożny pan Rose raczył kurwa pozwolić na to by ją przyjąć do Hell House! Nawet do chuja okazywał entuzjazm!
-Nie wydzieraj tak tej mordy bo nas usłyszy. Kurwa chodzi mi o to,że Slash zrobił znowu pierdoloną akcję. Wrócił najebany i rozpierdolił połowę domu. Czy ty dalej jesteś pewny,że to odpowiednie miejsce dla niej?
Straciłam oddech na chwilę. Nie chciałam myśleć o rozbitym szkle,o pijanym człowieku,który niszczy wszystko co wpadnie mu w ręce,o ćpunach. To było ponad mój umysł. Oddaliłam się od drzwi i usiadłam na zdartej kanapie. Zaczęłam poważnie zastanawiać się nad moją decyzją. Czy była dobra? Czy to ja czasem nie byłam przewrażliwiona? Ja po prostu nie chciałam kolejny raz przechodzić tego samego piekła. Wtenczas usłyszałam skrzypienie otwieranych drzwi. Axl i Izzy usiedli po obu moich stronach.
-Słuchaj-Axl zwrócił się do mnie-Izzy to świetny chłopak. Zaopiekowałby się tobą jak brat,ojciec i matka razem wzięci,ale spójrzmy prawdzie w oczy.Wszystkie dziewczyny,które kiedykolwiek tu przebywały same decydowały o tym jak będą żyć. Same zdecydowały,że będą pić,palić fajki,a nawet ćpać. Ty stałaś się mimowolnie ofiarą tego,co tutaj i tak miałabyś na co dzień. Hell House nie jest miejscem dla ciebie.
Nie wiem dlaczego,ale słowa Rudego natchnęły mnie do walki. Owszem moje dwuletnie piekło było traumatycznym przeżyciem,ale to ja sama robiłam też z siebie ofiarę. Przecież w Hell House poznałam już sporo pozytywnych osób-Stevena,Camille,Duffa...Izzy'ego. Emocje,które od nich biły,sprawiały,że chciałam poznać bliżej je i środowisko,w którym żyły. Przecież ten Slash nie mógł być aż taki zły. Przesadzał z alkoholem. To było widać,ale nie był to jednak powód,by od razu porównywać go do Matta. On nie był Mattem. Matt nie żył i już nie mógł zagrozić mojemu szczęściu. Zacisnęłam dłonie w pięści i wstałam z kanapy.Axl podszedł do mnie i objął ramieniem.
-Mała na serio nie będzie ci tu dobrze. Ale będziemy cię jak najczęściej odwiedzać i sprawdzać czy wszystko gra.
Wściekłam się.
-Czy ja na prawdę jestem aż tak słaba w twoich oczach?!
-Nie-moje słowa wywołały zdezorientowanie u Rudego-to nie tak. Po prostu...
-Wiem! Nie chcesz mieć kłopotu na głowie?! To ty się boisz! A czego? Że zacznę się rządzić? Że doprowadzę do rozpadu twojego zespołu?! Że zagrożę twojemu cudownemu ego?! Myślisz,że nie widzę tego,że próbujesz się mnie pozbyć?! Już czas żebym wyszła na przeciw moim lękom! Jeśli mnie tu nie chcesz powiedz mi to prosto w twarz,a nie graj w idiotyczne gierki!
Axl poczerwieniał na twarzy. Wkurzyłam go i to mocno,ale jego dezorientacja była zdecydowanie większa niż wściekłość. Poczułam się trochę jak mrówka,która przeciwstawia się całemu światu jednocześnie wchodząc człowiekowi pod nogi i skazując się na okrutną przegraną. Izzy dawał mi rozpaczliwe znaki,bym zakończyła moje ekscesy. Zignorowałam to i spiorunowałam wokalistę wzrokiem.
-Słucham?! Każesz mi się wynosić? Zrobię to zaraz!
Wściekłość Axla ustąpiła miejsca zmieszaniu,ale także podziwowi. Zbliżył się do mnie i przytulił. To były jego nieme przeprosiny. Odwzajemniłam uścisk tym samym wybaczając. Zrozumiałam,że chciał dla mnie dobrze. Izzy stał z boku i przyglądał się tej scenie z szeroko otwartymi oczami. Chwilę po tym oglądałam mój "pokój". Tak na prawdę lokum należało do Izzy'ego i Stevena. Mój kochany opiekun rozstawił mi materac pod oknem tuż obok swojego. Dalej był mocno zdziwiony obrotem sprawy. Kazał mi się rozpakować do rozpadającej się szafy,w której uprzednio zrobił trochę miejsca.
-No no.-mruknął z aprobatą- nikt spoza kręgu wtajemniczonych nie odważył się jeszcze postawić panu Rose.
Zaczerwieniłam się. Nie było za co chwalić. Po prostu moja złość kumulowała się w mym ciele przez te 2 lata. Dziś nadszedł ten moment,kiedy wreszcie wyrzuciłam ją z siebie. Problem w tym,że spadła na człowieka,który nic nie był mi winny. Chciał tylko pomóc. Jednak byłam wdzięczna Axlowi,że nie odparował ataku,mimo,że korciło go by to zrobić. Westchnęłam i zaczęłam układać swoje rzeczy na półce.
-Pomogę ci-zaoferował się Izzy.
Nie odmówiłam. Z jego pomocą poszło szybciej i sprawniej i po chwili mogłam już przejść do zwiedzania reszty domu. Każde pomieszczenie było wypełnione filtrami od papierosów,butelkami po alkoholu. Gdzie nie gdzie dojrzałam zużyte strzykawki. Skrzywiłam się. Izzy zauważył mój niepokój. Wskazał głową na igły.
-O to ci chodzi? To głównie Stevena.
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Steven? Ten wesoły,słodki chłopiec? Nie podejrzewałam go o to. Prędzej myślałabym,że to Slash jest tu największym ćpunem i alkoholikiem.
-Trudno ci uwierzyć? Każdemu było trudno. Staraliśmy się jakoś to u niego ograniczyć,ale on wciągnął w to Slasha... Hudson stawał się coraz bardziej agresywny. W końcu dostał wpierdol od Axla i przestał,ale i tak widać to,że chowa się z herą po kątach. Stevena już nie zmienimy. Przyzwyczailiśmy się do jego trybu życia:heroina,alkohol prostytutki.
Nie mieściło mi się to w głowie. Cóż. Rzeczywistość bywa bardziej brutalna niż ludziom się zdaje. Szybko opuściłam zatrute narkomańskimi jękami pomieszczenie. W prowizorycznym salonie na kanapie siedziała Camille. Podeszłam do niej i wskazałam głową na miejsce obok.
-Mogę?-spytałam.
-Jasne,siadaj-uśmiechnęła się-ty jesteś Charlotte. Dobrze pamiętam?
-Tak.
Zachciałam bliżej poznać tę dziewczynę. Miała czarujący uśmiech i wesołe,błyszczące oczy. Tryskała energią i chęcią do życia. Pierwsze słowa padały niepewnie. Potem coraz śmielej zaczęłyśmy zadawać sobie pytania.
-Jak długo jesteś z Duffe? Jak się poznaliście?
-Jesteśmy razem od niecałego tygodnia-mówiąc to Camille nieprzerwanie się uśmiechała-Poznałam go na jednym z koncertów ich zespołu. Wciągnął mnie za kulisy. Pamiętam jak dziś chwilę,w której mnie wtedy pocałował.
Na policzki mojej rozmówczyni wypłynęły rumieńce. Trzymała w rękach poduszkę i przyciskała ją do siebie patrząc w sufit rozmarzonym wzrokiem. "Słodka,mała dziecinka" przemknęło mi przez myśl. Trudno było mi wyobrazić sobie jej rozpacz,gdyby okazało się tak jak mówił Izzy. Że Camille to tylko zabawka,która,gdy się znudzi zostanie rzucona w kąt. Widać było jak na dłoni jej gigantyczne przywiązanie do człowieka,którego znała ledwie tydzień. W pewnym sensie czułam się jakby była moją siostrą. Ja też zostałam wciągnięta za kulisy i wplątana w życie mieszkańców Hell House. Jedyną różnicą było to,że Camille się zakochała,a ja...
Nie wiem dlaczego,ale nie przechodziło mi to przez myśl. Ale to nie prawda! Wcale się nie zakochałam! Nie miałam w kim. Izzy był mi jak brat,jak przyjaciel,którego nigdy nie miałam. Steven żył swoim życiem,ale jeśli już miałabym oceniać łączące nas relacje to, na wszystkie świętości, wybrałabym przyjaźń. Z zamyślenia wyrwał mnie głos Camille.
-A tobie jak się układa z Izzym? Wy długo jesteście razem? Wyglądacie na bardzo dobraną parę.
-W zasadzie-jąkałam się-to nie...
Nie skończyłam. Z pokoju,w którym przebywał Steven,dobiegł nas okropny hałas.
+++
Oj niestety dalej brak weny. Skleciłam co nie co,ale chyba utknęłam w martwym punkcie bo nie mogę jakoś ruszyć dalej... zobaczy się co będzie. : )
Jeny, ile komplementów :P. Nie no ja dziękuję bardzo, aczkolwiek to nic. Po prostu napisałam to co wydawało mi się, że będzie lepiej :D. A rozdział przeczytam jak się ogarnę trochę :)
OdpowiedzUsuń