uwaga

BLOG zawiera przekleństwa,wulgaryzmy,szczere opisy bardzo intymnych sytuacji. JEŚLI nie tolerujesz tego to proszę-nie komentuj,tylko wciśnij czerwony krzyżyk w prawym górnym rogu ekranu! Z góry dziękuję!

niedziela, 15 stycznia 2012

Rozdział 5


 -Steven-krzyczałam przez łzy-Steven!
Mój przyjaciel siedział pod ścianą,po której wolno sączyła się stróżka krwi. Miał zamroczone oczy i na wpół przytomnie kiwał głową. Naokoło leżały porozrzucane przedmioty. Na podłodze było mnóstwo szkła. Po szafce,która wisiała na jednej ze ścian pozostały tylko porozwalane deski. Podbiegłam do niego i złapałam za policzki. Z jego ręki wystawała strzykawka.
-Przepraszam-wyszeptał-przepraszam.
-Steven nie przepraszaj.Wszystko będzie dobrze.
Odwróciłam się do Camille. Stała w progu,dłonią zakrywała usta,w oczach miała przerażenie.
-Dzwoń po pogotowie-krzyknęłam-rusz się dziewczyno!
Pobiegła. Zostałam ze Stevenem,który cały czas powtarzał jedno słowo-„przepraszam”. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Nie za bardzo mnie to obchodziło. Chciałam tylko żeby był przytomny. Chciałam tylko wierzyć w to co do niego mówiłam,że wszystko będzie dobrze. Głaskałam go po policzku i włosach. Po mojej twarzy dalej ciekły gorzkie łzy rozpaczy.
-Karetka zaraz będzie-do pokoju wpadła Camille i podeszła do mnie-co z nim?
-Przedawkował.
Nie pytała o nic więcej. Jakby wiedziała,że nie dam rady już nic więcej powiedzieć. Powoli zaczynałyśmy rozumieć się bez słów. Patrzyłam w jej zielone oczy wyrażające panikę i przerażenie. Ułożyłam moje trzęsące się usta w delikatny uśmiech. Ta dziewczyna była cudowna. Taka przyjazna,taka ciepła. Pokochałam ją jak własną siostrę. Czułam,że muszę się nią opiekować. Czułam,że nie mogę dać jej skrzywdzić.
-Idź powiedz chłopakom,Camille-wyszeptałam-dziękuję.
Ucałowała mnie w czoło i wybiegła. Popatrzyłam na Stevena. Momentalnie serce podskoczyło mi do gardła. Blondyn miał zamknięte oczy,a głowa bezwładnie ułożona była na jego piersi. Rzuciłam się do niego. Próbowałam go cucić. Nic już nie widziałam. Łzy całkowicie zamgliły mi oczy. Zaczęłam krzyczeć i z bezsilności szarpać jego ramiona. Nagle poczułam jak ktoś łapie mnie za ręce i odciąga. Próbowałam się wyrwać. Nie chciałam zostawić Stevena. Czarnowłosy chłopak odwrócił mnie i przyciągnął do siebie. Mimo to głośno szlochając i krzycząc szarpałam się. Wreszcie Izzy’emu udało się mnie wyciągnąć z pokoju,do którego weszli ratownicy. Ułożyli blondyna na noszach i szybko wynieśli do karetki. Izzy ponownie przyciągnął mnie do siebie i spojrzał w zapłakane oczy.
-Chcesz tam jechać?
-Kurwa on ma żyć! Słyszysz?!-zignorowałam jego pytanie.
-Charlotte uspokój się i nie mów tak! Rozumiesz mnie? Charlotte on będzie żył. Spędzimy razem z nim jeszcze wiele pięknych chwil. Jeszcze wiele razy nas rozbawi swoim zachowaniem,jeszcze nie raz nas wkurwi i będzie z nami do końca Hell House i wiele lat dłużej.
Zacisnęłam usta. Chciałam być tego tak pewna jak Izzy,ale widok Stevena zaćpanego niszczycielem marzeń sprawiał,że moje pozytywne myślenie odmawiało mi posłuszeństwa i w głowie pojawiały się okrutne scenariusze tego co może się wydarzyć. Ten człowiek umierał mi na rękach. Widziałam jak gasły jego oczy. Słyszałam jego zatrute narkotykami jęki. Słyszałam jak przepraszał… Przepraszał z sobie tylko wiadomego powodu.A może jednak?
-Steven cały czas mówił „przepraszam”. Powiedz mi-dlaczego on to zrobił? Ty to wiesz!
-Rozmawialiśmy…-Izzy wyraźnie coś ukrywał-ale to nie było nic ważnego. Nie sądziłem,że z tego powodu się ućpa.
-Kurwa,Izzy! O czym rozmawialiście?! Z byle powodu nie doprowadziłby się do takiego stanu!
-Nie ważne-zbył mnie- jedźmy do niego.
Wiedziałam,że nie wyciągnę z niego więcej informacji. Bezsilna i szlochająca poszłam za Izzym. Po pół godzinie dotarliśmy do szpitala,w którym przebywał Steven. Nie czekając na bruneta wbiegłam do budynku. Izzy dogonił mnie i zatrzymał. Do recepcji podeszliśmy razem. Ubiegł mnie zanim zdążyłam nakrzyczeć na dyżurującą. Kobieta poszła po lekarza. Po chwili przyprowadziła ze sobą wysokiego mężczyznę. Na oko miał 30 lat. Przedstawił się.
-Co ze Stevenem?!-podniosłam głos,Izzy uciszył mnie.
-Nie mam dobrych wiadomości.Pan Adler jest w stanie krytycznym. Mocno przedawkował heroinę. Obecnie trwa walka o jego życie,ale jeśli uda się go uratować będzie to zasługiwało na miano cudu.
Otworzyłam usta żeby coś wykrzyczeć,ale ugryzłam się w język. Chciałam jak najszybciej dostać się do Stevena. Potrąciłam lekarza i ruszyłam przed siebie.
-Proszę pani! Tam nie wolno! Judy wezwij ochronę!
Słysząc to pobiegłam szybciej. Otwierałam wszystkie drzwi po kolei. Szukałam go,wypatrywałam jasnej czupryny. W końcu otworzyłam właściwe drzwi. Zwątpiłam wtedy. Może nie powinnam była widzieć tych wszystkich rurek,które go otaczały. Może nie powinnam była widzieć jego zapadniętych policzków i bladej cery. Wyglądał tak,jakby łączył się ze śmiercią w namiętnym uścisku. Ta suka mi go zabierała. Zabierała mi jedynego człowieka,który potrafił osuszyć moje łzy jednym słowem,jednym uśmiechem. Zabierała tego słodkiego chłopca,który miał przed sobą jeszcze całe życie. Nagle coś zaczęło mnie szarpać. Odwróciłam się wystraszona. Trzymało mnie dwóch ochroniarzy. Po chwili byłam już przed szpitalem koło Izzy’ego.
-Charlotte…
-Kurwa nie mów do mnie! Mów do śmierci,która nam go odbiera! Dlaczego Bóg dał jej do tego prawo?!
-Nie wiem,mała-wyszeptał i przytulił mnie-naprawdę nie wiem.
Poskładałam wszystkie fakty w mojej głowie. Moje myśli mnie przeraziły. Nie zauważyłam nawet kiedy słowa zaczęły płynąć z moich ust.
-A ja myślę,że jednak,kurwa,wiesz! Ukrywasz to przede mną! To ma związek z tym,o czym rozmawiałeś ze Stevenem! Tylko,kurwa,powiedz mi o co chodziło!
Izzy zacisnął usta. W jego oczach dostrzegłam małą łzę. Chłopak,który wydawał mi się twardy i opanowany, rozpłakał się na moich oczach.
-On umiera przeze mnie! Rozumiesz? Rozmawialiśmy o… tobie!
Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwienia. Nie zrozumiałam.
-Przyszedłem do niego,kiedy ty rozmawiałaś z Camille. On siedział w kącie,kiwał się w przód i tył i patrzył w okno. Spytałem o co chodzi. On natarł na mnie. Zaczął krzyczeć,że nie powinienem cię angażować,że jak się zakochasz to będziesz cierpiała bardziej niż kiedy byłaś z Mattem.
Skrzywiłam się. Chciałam o tym zapomnieć. Nikt mi na to nie pozwalał.
-Mówił,że nie będzie mógł patrzeć na twój ból. Mówił,że prędzej czy później cię zranię.  Mówił,że jak zwykle jest w Hell House tylko chłopcem do pomiatania i i tak nikt go nie słucha. W końcu powiedział żebym pozwolił ci odejść zanim coś się zmieni. Ja odparłem tylko,że za późno. Już się zmieniło. Rzucił mi wściekłe spojrzenie i kazał się wynosić.
Znowu nie zrozumiałam przekazu Izzy’ego.
-Co niby miało się zmienić?-patrzyłam na niego zdezorientowana.
Brunet spojrzał na mnie smutnymi oczami. Dostrzegłam w nich głęboką troskę,ale i niepewność.
-Charlee…on umiera przeze mnie. Powiedziałem o dwa słowa za dużo. On nie chciał nawet o tym słyszeć. Martwił się o ciebie. Ja,głupi,myślałem,że on nie może sobie nic zrobić. Usunęliśmy to świństwo z Hell House. Musiał ukrywać…
-Izzy,do chuja, jakie dwa słowa?!
-Kocham cię,Charlotte.
-Izzy…
Nie zdążyłam dokończyć. On przyciągnął mnie do siebie,odgarnął mi włosy z czoła i namietnie całował. Nagle poczułam się jakbym pukała do bram nieba. Odwzajemniłam pocałunek. Zapomniałam o wszystkich moich wątpliwościach i zatonęłam w jego piwnych oczach i miękkich,ciepłych ustach. Nie mam pojęcia ile to trwało,nie liczyłam czasu. Nagle włączył się alarm w mojej głowie. Całowałam człowieka,którego znałam dopiero parę dni. Delikatnie odepchnęłam go od siebie i odsunęłam się.
-Izzy ja nie mogę. Przepraszam.
Spuściła wzrok i odeszłam. Nie chciałam się odwracać i widzieć jego smutnych,zdziwionych oczu. To okazało się jednak silniejsze ode mnie-małej,słabej dziewczynki. Spojrzałam za siebie i wystraszyłam się. Izzy’ego już tam nie było. Poczułam przyjemne ciepło na moim karku.
-Charlotte jeżeli zrobiłem coś nie tak to wybacz mi. Nie chciałem. Dam ci spokój jeśli tego pragniesz. Zapomnę o tym,choć będzie to trudne. Znajdę ci nowe mieszkanie. Zaczniesz nowe życie.
Nie wiem czemu,ale przeraziły mnie te słowa. Parę dni temu marzyłam o takiej propozycji,ale teraz wydawało mi się to okrutne i nierealne. Tak bardzo pokochałam cały Hell House. Nie mogłam go tak zostawić. Nie wyobrażałam sobie Camille,która zostanie tam sama. Co będzie jeśli Duff ją zrani? Kto jej pomoże? A co ze Stevenem… Jeśli wróci do domu to kto się nim zaopiekuje? Tylko ja mogłam pilnować żeby nie zrobił żadnego głupstwa. Na nikogo innego nie mógł liczyć. Imprezy,alkohol,dziwki. To było życie przyjaciół tego blondyna. Mimo,że byli dla niego jak bracia,to żaden z nich nie mógł mu pomóc. Poza tym właśnie zdałam sobie z czegoś sprawę. Niewiele myśląc rzuciłam się Izzy’emu na szyję i zaczęłam go całować. Początkowo nieśmiało a potem coraz pewniej i pewniej. On nie pozostawał mi dłużny. Przerywając na chwilę pocałunek spojrzałam mu w oczy i wyszeptałam:
-Ja też cię kocham.

2 komentarze:

  1. Biedny Steven... to jest właśnie to czego nie lubię! Zawsze jest najbardziej ze wszystkich poszkodowany. Biedny :(, ale z drugiej strony fajnie, że Charlotte powiedziała Izzy'emu co tak naprawdę do niego czuje :D. Ach, wybacz, że dopiero teraz, ale miałam straszny zapierdol w ciągu tygodnia i nie byłam w stanie nic przeczytać, także wybacz :* oczywiście czekam na następny :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nn na http://slodki-sen-rock-n-rolla.blog.onet.pl/ . Cholera, coś nie mogę komentarzy u ciebie dodawać :(

      Usuń